Chyba nie trzeba nikomu przedstawiać Łukasza Jakóbiaka, który prowadzi swój kanał na YouTubie - 20m2 Łukasza!
Dziś pragnę się skupić na wydarzeniu sprzed dwóch miesięcy, które poruszyło całą Polską!
źródło: www.youtube.com
Od kilku miesięcy wszyscy fani i widzowie Łukasza Jakóbiaka śledzili jego poczynania w drodze do spełnienia jego największego marzenia, czyli wzięcia udziału w spotkaniu z Ellen DeGeneres.
Ellen i jej program jest znany na całym świecie, a do swojego programu zaprasza gwiazdy pokroju Jennifer Lopez czy takie osobistości jak Michelle Obama.
Jakóbiak postanowił jednak wyreżyserować całe spotkanie z Ellen i jak sam twierdzi, BYŁA TO WIZUALIZACJA JEGO MARZENIA!
Wszyscy jego widzowie i fani uwierzyli, że spotkanie się odbyło, a sam Jakóbiak wynajął studio, profesjonalnych montażystów i sobowtórkę Ellen- Beatę Skokowską!
Niestety po ogłoszeniu w social media, że wszystko było wyreżyserowane Jakóbiak spotkał się z hejtem...
źródło: www.youtube.pl
Jak widać jego film na YouTubie zyskał ponad 50 tysięcy łapek w dół, a jego Instagram przestało śledzić kilka tysięcy fanów...
Osobiście uważam, że dzięki takiej wyreżyserowanej inscenizacji Jakóbiak po raz kolejny pokazał, że wszystko co robi jest profesjonalne!
Aczkolwiek nie jestem za tym aby wizualizować swoje marzenia, ponieważ możemy czuć się podwójnie zawiedzeni, gdy coś nie pójdzie po naszej myśli.
Facebook, Twitter, Google+, Snapchat, Instagram, Pinterst... Wszystkie z tych serwisów posiadają niewielkie okienko na zdjęcie, które staje się swego rodzaju wizytówką naszej osoby. I większość z nas dba o to, żeby zdjęcie czy grafika umieszczona na tzw. profilowym - była najlepsza i najlepiej oddawała naszą osobowość. Warto się jednak zastanowić co nam wypada pokazać, a co lepiej pozostawić dla siebie.
Nie każdy jest fotogeniczny, to zrozumiałe. Dlatego spora część zdjęć przedstawiają użytkowników w najlepszym świetle. I nie ma w tym nic dziwnego. Każdy, już od małego, stara się dobrze wypaść. Dobiera odpowiedni strój, fryzurę, makijaż i uśmiech (ten numer 5 zawsze działa). Szczególnie nie dziwią te zabiegi ze względu na pewną fetyszyzację piękna w współczesnym świecie. To co piękne, estetyczne, jest od razu lepsze, sympatyczniejsze i milsze.
(źródło: http://imgur.com/gallery/Ex88z)
Dlatego gdy ktoś odstaje od obowiązującego kanonu piękna może spotkać się w internecie z obraźliwymi komentarzami. Internetowy hejt przekłada się na samoocenę, a ta na ogólne samopoczucie. To jak wyglądamy nie jest jednak wyznacznikiem tego jaką jesteśmy osobą. To tylko zewnętrza skorupa.
Zdjęcie profilowe to tylko cyfrowa wizytówka. Warto jednak, żeby była odpowiednio dobrana do naszej osoby, a przede wszystkim do tego czym się zajmujemy. Raczej trudno sobie wyobrazić, żeby prezydent państwa na swoim oficjalnym profilu prezentował się w szortach czy hawajskiej koszuli. Zdjęcia są niezwykle istotne w budowaniu wizerunku naszej osoby. To co na nich pokazujemy jest pewnym komunikatem dla świata, osób, które nas nie znają.
Dlatego tak istotne jest, żeby dbać o to co na zdjęciach się znajduje. Jeśli jesteśmy właścicielami konkretnej firmy produkującej obuwie sportowe, nie możemy na zdjęciach pokazywać się w butach konkurencyjnej marki. Jeśli promujemy trzeźwość, nie powinnyśmy na zdjęciu profilowym trzymać w ręku puszki z piwem.
Zawsze jeśli chcemy możemy w sieci pozostać anonimowi - bez imion, nazwisk i zdjęć. Jeśli będziesz niewidoczny w internecie, to wcale nie oznacza, że nie istniejesz.
W ciągu całego swojego życia jesteśmy w stanie zapamiętać ograniczoną liczbę osób – szacuje się, że jest ich około 150. Całą tą teorię możemy wyrzucić do śmieci, kiedy spojrzymy na sposób działania mediów społecznościowych.
Cytat zamieszczony powyżej odnosi się do głównego hasła japońskiej bajki dla dzieci – Pokemonów. Główny bohater marzy o tym, aby złapać wszystkie tytułowe stwory do czerwono-białych kulek. Im więcej ich nałapie, tym czeka go większa sława i prestiż. Skojarzenie nasuwa się samo – 'fejsbukowa' ramka pełna nazwisk znajomych jako nasza kula, i wszyscy użytkownicy portalu jako Pokemony, które koniecznie musimy złapać. Brzmi absurdalnie, ale to zjawisko zbierania znajomych jak znaczki pocztowe związane jest z naszym rosnącym uzależnieniem od połączenia do sieci.
W krótkiej animacji „The Innovation of Loneliness”, stworzonej przez Shenkar College of Engineering and Design, usłyszeć możemy, że chorobą współczesnego świata staje się samotność. Sieć stwarza poczucie, że wszyscy jesteśmy połączeni, przez co czujemy się mniej samotni. To fałszywy obraz w większości zbudowany na płytkich relacjach, polegających na wymianie komentarzy i zdjęć, tak jak gracze wymieniają się w czasie meczu piłką. Poczucie alienacji, budowanie fałszywego poczucia przynależności do dużej grupy, zniekształcanie własnej osoby to tylko kilka z wad tego zjawiska. Każdy z nas na różny sposób już uczestniczy w budowaniu wielkiej, internetowej rzeczywistości. Pytanie, które powinniśmy sobie postawić, to na ile pozwolimy sobie stać się wirtualni?
Skąd to pytanie? Bo wizerunek, który zbudujemy na sztucznych podstawach pozostanie nieprawdziwy. Nie ma sensu udawania w sieci kogoś, kim nie jesteśmy, bo prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw, a przez to zrazimy do siebie ludzi.